niedziela, 21 lipca 2019

spanish vibes

Hej! Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną porcją zdjęć z moich wakacji na Majorce. Pierwszego dnia nie miałam zbytnio czasu na zwiedzanie, bo dotarłam tam na wieczór, więc razem z moją koleżanką Patrycją wybrałyśmy się na sesję i krótki spacer po okolicy. Nasz pokój był zlokalizowany w centrum Palma de Mallorca koło słynnej katedry La Seu co było dla nas dużym plusem. W pobliżu znajduje się dużo restauracji i jest niedaleko do portu Puerto de Palma de Mallorca oraz plaży. Myślę, że miasteczko samo w sobie jest bardzo ładne i dobrze, że wybrałyśmy je jako miejsce naszego pobytu. Niedaleko też znajduje się lotnisko, bo jakieś 15 minut taksówką & około pół godziny autobusem (koszt biletu to 5 euro). To był mój pierwszy raz w Hiszpanii i muszę powiedzieć, że wyspa zrobiła na mnie duże wrażenie. Za bilety lotnicze zapłaciłam naprawdę mało bo tylko 79 funtów z priorytetem w dwie strony z lotniska London Stansted. 
W końcu udało mi się zmontować pierwszego vloga z tej wycieczki, który możecie zobaczyć pod zdjęciami lub tutaj: vlog
Jeżeli chodzi o outfit to na zdjęciach mam na sobie top i spódniczkę ze sklepu h&m. W kolejnym poście postaram się zrobić dokładną listę miejsc, które zwiedziłyśmy.

Hi! Today I'm gonna share with you some more photos I took on my holidays in Mallorca. On my first day there I didn't have time to do much because I got there in the evening, so me and my friend decided to go for a walk and take some photos. Our accommodation was located in the city centre of Palma de Mallorca next to La Seu: the Cathedral of Palma which was really convenient for us. Nearby there were many restaurants and it was close to the beach and port Puerto de Palma de Mallorca. I think that the city is really nice and I'm glad that we chose it for our stay. Also, it was close to the airport, 15 minutes by a taxi & about half an hour by a bus (ticket costs 5 euro). It was my first time in Spain and I have to say I was really impressed. I paid only 79 pounds for flights (return) with priority from London Stansted airport. 
Finally, I managed to finish my first vlog from this trip which you can see down below or here: vlog.
In photos I wear a top and a skirt I bought in h&m. 


sobota, 29 czerwca 2019

Mallorca, beach photo shoot


Hej! Ostatnio razem z moimi koleżankami byłyśmy na wakacjach w Hiszpanii, dokładniej na wyspie Majorka. Były to tak naprawdę moje pierwsze ‘prawdziwe wakacje’, bo nigdy wcześniej nie byłam za granicą w typowym miejscu gdzie znajdują się plaże i jest cały czas gorąco. Na Majorce byłam od 18 do 24 czerwca i muszę Wam powiedzieć, że zakochałam się w tym miejscu. Każdy dzień był aktywny i ciekawy, także żadna z nas się nie nudziła. Mam dużo zdjęć i planuję rownież zmontować vloga z tego wyjazdu. W kolejnych postach mam zamiar dodać zdjęcia krajobrazu i miasteczka oraz więcej Wam napisać co takiego robiłyśmy i co warto zobaczyć na tej przepięknej wyspie. Natomiast w tym poście, postanowiłam, że dodam zdjęcia z sesji, którą miałyśmy na jednej z plaż. Na zdjęciach mam na sobie mój ulubiony strój kąpielowy, który kupiłam w sklepie Monki. Jestem z niego totalnie zadowolona i chyba to jest pierwszy strój kąpielowy, w którym czuję się bardzo wygodnie i w ogóle się nie krępuję. Strój ładnie podkreśla figurę i dół stroju jest z wysokim stanem co dla mnie też jest dużym plusem. Podczas poszukiwań stroju nie sądziłam, że uda mi się trafić na taki, który w 100% będzie mi odpowiadał. A ten jest po prostu idealny. I kolor czerwony akurat taki jaki chciałam. Osobiście górę mam w rozmiarze S a dół w rozmiarze XS.

Hi! Recently, my friends and I went on holidays to Spain, Mallorca. To be honest, the holidays in Spain were my first ‘real’ holidays because I’d never been on holidays abroad in a place where there are many beaches and there’s hot all the time. We were in Mallorca from 18th to 24th June and I must tell that I fell in love with that place. Every day was really active and interesting, so none of us were bored. I have a lot of photos and I’m going to edit a video from the trip as well. In my next post, I’m planning to show you more photos of the landscape and the city, and also I will write more about places that we saw and what is worth to visit there. In this post, I decided to add some photos from the photo shoot we had on one of the beaches. In the photos I wear my favourite bikini, which I bought in the shop called Monki. I am so satisfied with this bikini and I think it’s my first one in which I feel so comfortable. This bikini set accentuates my shape really nice and the bottoms are high waisted what is a big plus for me. When I was looking for a bikini, it didn’t really cross my mind that I would find one which would suit me in 100%. But this one is just perfect. And in red colour as I wanted it to be. I wear the top in S size and the bottoms in XS size.




niedziela, 9 czerwca 2019

Greenwich


Hej! W jeden z ostatnich weekendów miałam okazję odwiedzić mojego tatę w Londynie. Bardzo się cieszę, ponieważ w Polsce nie było mnie aż pół roku więc już powoli mi się tęskni za domem i rodziną. Mimo, że tata mieszka i pracuje w Londynie to i tak nie mamy jak za bardzo się spotkać, ale tym razem się udało i jestem bardzo za to wdzięczna. Weekend spędziliśmy bardzo luźno. Przez dwa dni w sumie nic takiego nie robiliśmy, ale w jeden dzień stwierdziliśmy, że pojedziemy na Greenwich, który znajduje się jakoś godzinę od mieszkania mojego taty. Jeżeli wolicie oglądać niż czytać to wrzucam Wam vloga z tego wyjazdu poniżej. Greenwich jest dzielnicą w Londynie gdzie przebiega południk zerowy. Znajduje się tam obserwatorium astronomiczne aczkolwiek zostawiliśmy sobie ten punkt do zobaczenia na następny raz. Zamiast tego poszliśmy do darmowego muzeum marynarskiego (z czego też słynie Greenwich), które się nazywa National Maritime Museum. Znajdują się w nim przeróżne sprzęty żeglarskie i wszystko co związane z marynarką. Udało mi się porobić kilka zdjęć więc możecie sobie luknąć pod wpis. Oprócz tego poszliśmy jeszcze do Queen’s Museum, ale szczerze mówiąc to nic tam ciekawego raczej nie było. Zdecydowanie pierwsze muzeum było dużo ciekawsze.
Chciałam Wam również wspomnieć, że ostatnio dołączyłam do teamu TheNeedToLive. Zajmujemy się prowadzeniem bloga dla studentów. Oczywiście wszystko jest w języku angielskim, więc jeżeli ktoś szuka jakichś okazji, żeby sobie więcej czytać i mieć więcej styczności z tym językiem to zapraszam na stronę: myneedtolive.com. Od czasu do czasu będą pojawiać się tam moje wpisy 😊
Dodałam również nowy filmik na kanał z letnim haulem zakupowym. Mam również dla Was małe losowanie z pocztówkami z Majorki także zapraszam do oglądania. Pozdrawiam!


Hi! On one of the last weekends, I had the opportunity to visit my dad in London. I’m really happy about that because I haven’t been to Poland for 6 months now so I’m starting to miss my home and my family. Even though my dad lives and works in London, it is still really hard for us to manage our time and meet each other, but this time it happened, and I’m really grateful for that. Our weekend was really chill. During two days we didn’t do much, but on the last day, we decided to go to Greenwich, which is one hour away from my dad’s area. If you prefer watching over reading, then you can see my vlog from our trip down below. Greenwich is a borough in London where a meridian line goes through. In that area, there is the Royal Observatory Greenwich but we decided to leave it for the next time. Instead, we went to a free museum like the National Maritime Museum (Greenwich is known for its maritime history). You can see there maritime equipment and everything that is related to that. I managed to take some photos so you can see them down below. Apart from that, we went to the Queen’s Museum, but to be honest I didn’t see there anything interesting. The first museum we went to was much more interesting for sure. 
I also wanted to mention that I joined the team TheNeedToLive recently. We write a blog together which is dedicated to students. I would be really happy if you checked our website: myneedtolive.com. From time to time, I’ll be sharing there my posts. 



niedziela, 26 maja 2019

mental health awareness month

Hej! Nie wiem czy wiecie, ale w USA maj jest miesiącem mental health awareness, czyli uświadamiania o zdrowiu psychicznym. W Wielkiej Brytanii w tym miesiącu był też mental health awareness week, który miał miejsce od 13 do 19 maja. Propagowanie takich akcji i mówienie na takie tematy głośno jest czymś bardzo ważnym. Od jakiegoś czasu zauważyłam, że powstaje coraz więcej kampanii, które mówią o samopoczuciu, zdrowiu psychicznym, terapiach. Coraz więcej osób obala mit, że chodzenie do psychologa czy psychiatry jest czymś negatywnym i czymś czego powinniśmy się wstydzić. Sama też kiedyś dodałam film na kanał o chodzeniu do psychologa, ale chcę to poruszyć znowu w tym poście, bo jest to coś co lubię propagować i wiem, że zawsze mogę dotrzeć do nowych osób, którym w jakiś sposób to co napiszę może pomóc. 
Moja przygoda z psychologiem zaczęła się w pierwszej klasie liceum i trwała kilka miesięcy. Może to nie dużo, ale gdybym nie poszła na terapię, na którą zapisali mnie moi rodzice (za co jestem im bardzo wdzięczna) to tak naprawdę nie wiem jak bym sobie poradziła z tym co działo się w mojej głowie. Problemy, z którymi się zmagałam trwały już od gimnazjum, ale dopiero w liceum zdałam sobie sprawę, że pora z tym coś zrobić. Po poważnej rozmowie z rodzicami zdecydowaliśmy się, że warto byłoby się udać do psychologa. Każdy ma inne doświadczenia z psychologami. Czasami ludzie są nastawieni negatywnie od początku chodzenia na terapię (bo nie idą tam ze swojej woli) i przez to też ta terapia nie daje takich efektów jakie powinna. Je też może nie lubiłam wszystkich sesji, ale nie chodziłam tam z jakiegoś przymusu i wiedziałam, że jak komuś powiem o wszystkim kto zrozumie mnie lepiej niż nawet moi rodzice to będzie mi lżej. Terapia bardzo mi pomogłą. Po pierwsze, pani psycholog uświadomiła mi kilka rzeczy co pomogło mi zmniejszyć moje problemy, bo zaczęłam mieć do nich inne nastawienie. I po drugie, rozmowa z kimś kto Ciebie w żadnym stopniu nie ocenia jest jednak czymś co chyba działa pozytywnie samo w sobie. 
Dużo osób uważa, że chodzenie do psychologa to okazywanie słabości oraz boją się jak zareaguje na to ich otoczenie. 
To nie jest okazywanie żadnej słabości. Faktyczne pójście na terapię jest pokazaniem, że chcesz być lepszą i silniejszą wersją samego siebie i że chcesz sobie pomóc. Czy to jest jakaś słabość? Wręcz przeciwnie.
 Rozmowa z psychologiem może mieć bardzo pozytywne efekty i na pewno będzie mieć, jeżeli się otworzysz i zdecydujesz się na nią pójść. To nie jest żaden powód do wstydu. To jest najlepsze co możesz dla siebie zrobić. Jeżeli kiedykolwiek myślałeś/myślałaś o pójściu na terapię i porozmawianiu o tym co Ciebie trapi to nie ma na co czekać. Zobaczysz, nie będziesz tego żałować i wszystko stanie się jaśniejsze. Daj sobie pomóc. 
Btw, poniżej wrzucam kilka pozytywnych zdjęć z Hyde Park w Londynie. Najlepszy park w jakim kiedykolwiek byłam!
Co myślicie o chodzeniu do psychologa? 

Hi! I don't know if you know about it, but in the USA may is a mental health awareness month. In the UK we also had a mental health awareness week that took place from 13th to 19th May. Talking about mental health aloud is a very important thing. I've noticed that recently there are more and more campaigns that promote mental health awareness, wellbeing and therapies. Many people are breaking the taboo that going to a psychologist or psychiatrist is something negative that we should be ashamed of. I even by myself already recorded a video about going to a psychologist, but I will talk about it one more time because it's something I like promoting and I think that I can always reach and help someone new. 
I started going to my psychologist when I was in the first class of high school and my therapy lasted a couple of months. Maybe it wasn't that long period of time, but if I hadn't gone to a therapy thanks to my parents then I wouldn't have been able to deal with the problems I had on my mind. I struggled since secondary school, but in high school, I realised I couldn't go on like that so I and my parents decided that the best option would be to attend a talking therapy. There are different opinions about psychologists. Sometimes, people have a negative attitude about the whole idea of talking to a stranger (they go to therapy without their own will) and that's why therapy doesn't give good results. I didn't like every session I had, but I went there anyway because I wanted to and I knew that if I tell my problems to someone who understands me better than my parents then I'll feel relief. Talking therapy helped me a lot. First of all, my psychologist made me aware of a few important things that helped me to deal with my problems. Therefore, I had a different attitude towards everything that I struggled with. Moreover, talking with somebody that would never judge you is something that has a positive effect in itself. 
Many people think that going to therapy is like showing some weakness and they are afraid of what their neighbourhood would think of them. It's not showing any weakness. Going to therapy shows that you want to be a stronger and better version of yourself and you want to help yourself. Can you call this a weakness? I don't think so.
Talking with a psychologist can have great results, and it will have if you open up yourself and decide on your own that it is worth to try and go there. There is nothing to be ashamed of. It's the best thing that you can do for yourself. If you ever thought about going to therapy and talking about your problems, then you shouldn't wait. You won't regret it. Everything will be brighter. Help yourself. 
Below, I'm posting some photos from Hyde Park, London. It's the best park I've ever been to!
What do you think about talking therapies?


wtorek, 30 kwietnia 2019

4 years

Nie wierzę, że w kwietniu minęły już 4 lata odkąd zaczęłam prowadzić tego bloga! Założyłam bloga w pierwszej klasie liceum i muszę powiedzieć, że jest on moją taką pierwszą prawdziwą pasją, która nie poszła gdzieś w zapomnienie. Co prawda odkąd zaczęłam studia jest trochę ciężej wszystko pogodzić i znaleźć czas, żeby dodawać więcej postów, ale mimo to nie zrezygnowałam z bycia tutaj i przynajmniej raz w miesiącu udaję mi się zrobić jakiś wpis razem ze zdjęciami. Dziękuję wszystkim, którzy czytają mojego bloga. Wiem, że trochę Was jest, chociaż nie każdy komentuje moje wpisy. Bez Was w sumie nie miałabym takiej motywacji! 
Rok akademicki powoli się już kończy i zaraz drugi rok studiów będzie za mną. Zostały mi dosłownie dwa zaliczenia i wybranie tematu pracy licencjackiej. Jestem baaaardzo przerażona, bo totalnie nie wiem w jakim kierunku powinnam iść i jaki temat powinnam sobie wybrać. Mam nadzieję, że wszystko jakoś ogarnę, haha. Ostatnio zaczęłam też pracować na full-time i totalnie mam wrażenie, że czas mi ucieka jak szalony. 
Jeżeli chodzi o wakacje to mam już coś zaplanowanego w czerwcu oraz w lipcu i nie mogę się doczekać! Ale to opowiem wam w swoim czasie. Muszę się w końcu spiąć i nagrać coś na kanał...
Poniżej wrzucam kilka zdjęć z ostatniej sesji :) 

I can't believe it's been four years since I started writing my blog! I created this blog when I was in the first year of high school and I have to say that this is the first real hobby that I didn't stop but I keep doing it. To be honest, it's been really hard to be systematic while studying at uni, however, I do my best and at least I upload one post a month. Thank you to all that read my blog. I know that not everyone comments my posts, but when I see stats then I can say that there are many people that actually visit my blog what makes me really happy. Without you, I wouldn't have any motivation!
My second year at uni is almost over. There are only two assignments left and I need to choose the topic of my dissertation. I'm soooo stressed and overwhelmed because I have no idea in which direction to go and what I should write about. I hope that I'll deal with this somehow, haha. Recently, I started working full-time and I got this feeling like time is going crazy. 
When it comes to my holidays, I have already planned some things in June and July and I totally can't wait! Soon, I'll tell you what my plans are. I need to record something for my channel... 
Below, you can see some recent photos :) 

niedziela, 31 marca 2019

Don't rely on others for happiness

Okej. Dzisiaj typowo motywacyjny post, bo ostatnio zdałam sobie sprawę z kilku ważnych rzeczy. Może akurat poprawię komuś humor? Mam nadzieję, haha. 
Odkąd pamiętam to zawsze miałam bardzo mało przyjaciół. Nawet z perspektywy czasu bym powiedziała, że większość z nich nie była prawdziwa (jakieś 99%). W większości przypadkach się okazywało, że ludzie byli fałszywi w stosunku do mnie i znajomość się kończyła. Za każdym razem dochodziłam do wniosku, że dzieję się tak przez jakąś chorą zazdrość. Ale z drugiej strony też się trochę obwiniałam i zadawałam sobie pytania co może być ze mną nie tak, że ludzie zawsze mnie od siebie odpychają. Przez to wszystko traciłam zaufanie do kogokolwiek, stwierdziłam że ufać można tylko sobie samej i się totalnie zaczęłam dystansować. Teraz jakbym miała zliczyć przyjaciół to powiedziałabym, że mam może dwóch. Jeżeli rzeczywiście. 
Na studiach w Anglii znowu doświadczyłam tej samej sytuacji. Ludzie z którymi się kumplowałam, powoli zaczynali mnie wykluczać z "klubu", okazywali się mega fałszywymi i nawet bezczelnie potrafili o mnie mówić, że jestem piątym kołem u wozu. Humanity? No, thanks. 
No właśnie...
Przez to znowu zaczęły przewijać się przez moją głowę myśli, że czegoś najwidoczniej mi brakuje. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak rzadko jestem przez kogoś "akceptowana" i czułam się okropnie, że po prostu ludzie mnie odpychają i nie chcą się ze mną przyjaźnić. W niektórych sytuacjach nawet próbowałam się "dopasować" do towarzystwa, ale w końcu stwierdziłam, że to nie ma totalnie sensu. 
W końcu trafiłam na jakiś związek. I znowu. 
Ktoś mnie zranił. 
W sumie pewnie sama jestem sobie winna, przecież tak bardzo chciałam być w końcu przez kogoś zaakceptowana, no nie?
Znowu moja "zdolność ufania" ucierpiała i no za prędko to komukolwiek nie zaufam, ale to chyba dobrze.
Powyższe sytuacje nauczyły mnie bardzo dużo, chociaż nie należały do przyjemnych. 
Wiadomo. 
Każdy z nas chce jakiejś akceptacji i przynależności do jakiejś grupy, czy to mniejszej czy większej. Ale czy nie za bardzo uzależniamy od tego swoje samopoczucie? Czy nie za często czujemy się źle, bo ktoś nie chce się z nami spotkać albo nagle nie powie nam cześć na ulicy i nas zaczyna ignorować?
Moim zdaniem, odpowiedź brzmi: tak. Za często. 
Ostatnio zaczęłam rozumieć, że nie każdy na kim mi zależy musi mnie akceptować. Nie powinnam uzależniać swojego szczęścia od jakichś innych ludzi, nie powinnam się dołować, bo ktoś nie wcisnął magicznego przycisku "akceptuj, możemy się kumplować". 
Musimy się nauczyć jak możemy budować szczęście zaczynając od siebie samych. Doszłam do wniosku, że mi ogromne szczęście przynosi rozwijanie siebie samej. Jeżeli zaczniemy od siebie samych i jesteśmy szczęśliwi tylko ze sobą samym to czemu ktoś w końcu ma nas nie zaakceptować? Nie na siłę, tylko takimi jakimi jesteśmy. 
Warto jest się skupić na samym sobie i czerpać z tego energię. Nie mówię wcale, że mamy odpychać ludzi i totalnie się zamknąć i skupić się tylko na własnych rzeczach. Chodzi mi bardziej o to, żeby za bardzo nie polegać na innych, bo ludzie przychodzą i odchodzą. Raz jest fajnie, raz nie. I to jak się czujesz z rzeczami, które tylko ty robisz i jak się czujesz gdy jesteś sama na końcu dnia gdy nikogo nie ma wokół Ciebie jest jednak najważniejsze. 
Ostatnio zaczęłam myśleć bardziej pozytywnie i obiecałam sobie, że nie będę się tak bardzo przejmować otoczeniem. Będę robić rzeczy, które sprawiają mi przyjemność i nie ważne czy będę miała je robić z kimś czy sama. 
Macie jakieś przemyślenia na ten temat? Zgadzacie się? 😊  

Okay. Today, it’s gonna be a typical motivational post, because recently I realised a few really important things. Maybe I will make someone feel better? I hope so, haha. 
Since I remember I always had only a few friends. Even though, I would say that most of them were not true friends (like 99% of them). In most cases, it turned out that people were so fake and because of that our relationships ended. Every time I came to the conclusion that things went like that because of some sick jealousy. But on the other hand, I also blamed and asked myself that maybe something is wrong with me because people always pushed me away. As a result, I just lost trust in everyone, decided that I could trust only myself and started to isolate myself. Now, I would say that I have maybe two friends. If so.
When I started studying in the UK, I experienced the same thing. People that I started spending time with, slowly kept excluding me from the “club”, turned out to be fake and even they could tell me that I was “ the third wheel”. Humanity? No, thanks.
Yeah…
Again, because of that, I started having thoughts that apparently I am not good enough and I lack something. I started to think why people accept me so rarely and I felt bad that I was pushed away and nobody wanted to be my friend. Sometimes, I even tried to “fit in”, but in the end, I decided that it didn’t make any sense.
Finally, I jumped into a relationship. And again.
Someone hurt me.
Maybe I should blame myself because I wanted to be finally accepted by someone, right?
Again, my ability to trust was harmed and I probably won’t trust anyone too fast, but it could be a good thing.
Above situations taught me a lot, although they weren’t nice to go through.
Obviously.  
Everyone wants to have a little bit attention, be appreciated and be accepted by someone and belong to smaller or bigger group of people. But don’t we rely too much on others for happiness? Don’t we feel sad too often because someone doesn’t want to meet us or someone doesn’t reply ‘hi’ on the street and starts ignoring us?
I think, the answer is: yes. Too often.
 Recently, I understood that not everyone I care about needs to accept me. I shouldn’t rely on others to be a happy person, I shouldn’t be sad, because someone didn’t press the button “accept, we can be friends”.
I think we should build happiness starting from ourselves. In my case, I noticed that my self-growth is one of the things that makes me really happy. If we start from ourselves and if we are happy with ourselves then why someone wouldn’t accept us one day? That wouldn’t be forced, but someone would accept us for who we are. 
It is actually better to focus on yourself and draw energy from it too. I am not saying we should start pushing people away and totally close ourselves and focus only on our things. I mean more like we should stop relying on people too much because people come and go. One time is great, another is not. How you feel with only yourself and with things you do and how you feel when nobody else is around you is the most important thing.
Recently, I started thinking more positive and I promised myself that I wouldn’t worry about other people. I will do things that make me happy and it doesn’t matter if I do them with someone or on my own.
Do you have anything to say about it? Do you agree? 😊
  

czwartek, 28 lutego 2019

Color vibes

Hej! Jak się macie? Dla mnie ten ostatni miesiąc był w miarę pozytywny. Tak jak Wam ostatnio wspominałam 30 stycznia byłam na koncercie The Neighbourhood razem z moimi koleżankami. Było super, naprawdę świetnie się bawiłam. Stęskniłam się za koncertową atmosferą, bo od koncertu Linkin Park w 2017 roku nie byłam na żadnym koncercie. Mimo, że akustyka nie była perfekcyjna to zespół i tak dał czadu. Oczywiście nagrałam z tego wypadu vloga także kto jeszcze nie widział to tutaj jest link do mojego kanału: vlog
Oprócz tego, w tym miesiącu widziałam się z moim bratem, który wpadł do taty do Londynu. Fajnie było z nim spędzić czas, bo jednak za często to się nie widujemy, tylko wtedy kiedy wracam do Polski na święta a teraz nawet nie jestem pewna czy dam rady przyjechać na Wielkanoc, także cieszę się, że się z nim widziałam (vlog: tutaj). 
Przez ostatni tydzień dostałam wielkiego lenia, haha. Nie wiem czemu, ale coś brakuje mi motywacji. Muszę się jakoś ogarnąć, bo zaliczenia powoli się zbliżają. Jak macie jakieś rady na koncentrację to dajcie znać w komentarzach. 
Niedawno wybrałam się też na zdjęcia i efekty możecie zobaczyć poniżej. Dajcie znać co myślicie.
A u was co tam?

Hi! How are you? I can tell that the last month was even positive for me. As I mentioned before, I was at the concert of The Neighbourhood on the 30th of January with my friends. It was great, I had a lot of fun. I really missed the atmosphere of concerts, because since the concert of Linkin Park in 2017 I haven't been to any for a long time. The acoustics wasn't too good, but the band rocked it out anyway. Obviously, I recorded a vlog so if you haven't seen it yet here is a link to my channel: vlog
Besides, this month I also saw my brother who came to visit my dad in London. It was nice to spend time with him because we don't see each other often, only when I go back to Poland for Christmas or Easter and even now I am not sure if I go back this year (vlog: here). 
I've been so lazy this week, haha. I do not know why, but I have a lack of motivation. I need to get myself together because my deadlines keep coming. If you got any advice on how to concentrate better, let me know down below. 
Recently, I also went to take some photos, you can see them down below. Let me know what you think.

Template by Blokotka